"Kiełki? To takie kłaczki bez smaku, prawda?"
Tak myślałam jeszcze rok temu. Jakoś nie piałam z zachwytu na wizję podlewania jakiś nasionek co 5 minut, a co dopiero późniejszej konsumpcji... Ale jak się okazało, ich hodowanie jest banalnie proste i bez problemu można użyć ich do kanapek czy sałatki. Kupuję ostre mieszanki nasion (rzodkiew, rzodkiewka, lucerna, rzeżucha), albo hoduję siemię lniane (łatwo kupić w zwykłym sklepie, takie ciemne nasionka).
Jak hodować?
Wsypać nasionka do kiełkownicy, zalewać wodą 2 razy dziennie, ot cała filozofia! Są różne sposoby, słoiki i tym podobne cuda, ale z lenistwa zamówiłam sobie kiełkownicę (tutaj) i okazała się strzałem w 10. Poświęcam swoim kiełkom minutę dziennie a w zamian dostaję kopalnie zdrowia. Gdy już są gotowe przerzucam je do pojemnika i chowam do lodówki. Tam mogą przetrwać kilka dni.
Po co?
Oczywiście dla własnej satysfakcji. Ale głównie jednak dla witamin i minerałów. Takie malutkie, niepozorne roślinki mają w sobie pełno zdrowia. Szczegółowo opisane jest to na tej stronie (klik), nie będę opisywać każdego rodzaju po kolei, bo to już zalatuje wikipedią. Najczęściej jest u mnie siemię lniane, bo ma duuużą zawartość Omega3.
A tymczasem rozwiązuję równania i próbuję zapomnieć, że jutro też trzeba rano wstawać.. ugh
Słucham
Jak na razie hoduję w słoiku, daję radę. ;) Polecam bardzo kiełki z rzodkiewki - lekko pikantne, chrupkie, moje ulubione! Pozdrawiam! :)
OdpowiedzUsuńMoje też, właśnie dzięki tej ostrości ;))
UsuńPo licznych,często nieudanych próbach z kiełkami w słoikach, postanowiłam zakupić kiełkownicę. Dla mnie to też był strzał w dziesiątkę, polecam.
OdpowiedzUsuńtez zakuiłam ostatnio kiełkownicę. Rzotkiewka i słonecznik miażdzą wszystko!
OdpowiedzUsuńpozdrawiam:))
Ślicznie wyszły kiełki na zdjęciu. Ja hoduję w zwykłym plastikowym pojemniku po surówce - podziurkowanym w dnie. Też wychodzą:)
OdpowiedzUsuńBo one wyśmienicie pozują ;D Bardzo sprytny sposób.
UsuńPozdrawiam :)